Szukaj 這wiska:  Nazwa -   Wojew鏚ztwo -  Zaawansowane
      Strona g堯wna -> Felietony S豉wka Rybickiego
 





  Zegarek to wymys szatana  

Zegarek to wymys szatana. Rano p璠zi jak szalony by po po逝dniu zwolni na maksa. Mo瞠 stan掖?. Przytykam ucho do cyferblatu i pr鏏uj wy這wi z nat這ku biurowych ha豉s闚 znajome cykanie. Jednak nie, dzia豉. Rany, ale upa. Odklejam si od zegarka i kolejny raz zerkam na tarcz. Cholerny czas wlecze si jak pora穎ny parkinsonizmem 鄴逕. Jeszcze p馧torej godziny do ko鎍a pracy a potem witaj rzeko.

Kije naszykowane le膨 w baga積iku, rodzina uprzedzona, 瞠 mo瞠 si mnie nie spodziewa przed p馧noc i tylko obowi您ek zarobkowania trzyma mnie jeszcze w robocie. Pr鏏uj zaj望 si prac, ale nawet uporczywe telefony od klient闚 nie s w stanie odgoni ode mnie wizji kiwaj帷ych si sennie w璠ek. Bo瞠, jeszcze godzina. Powoli ko鎍z rozgrzeban robot zwalaj帷 na koleg obowi您ek dogadania si z klientem. Przecie jak zadzwoni do tego nudziarza to nie wyjd do rana. Zn闚 zerkam na zegarek. Niemo磧iwe 瞠by min窸o tylko 15 minut.

Otwieram kolejne zlecenie kombinuj帷 coraz to nowe warianty w璠kowania. Jedna po這wa m霩gu pracuje a druga..... Druga jest pogr捫ona w marzeniach. O ch這dzie wieczoru, o rybach (niekoniecznie wielkich) i zimnym browarku. Staram si nie zerka na zegarek, ale oczy same go odnajduj. P馧 godziny, jeszcze p馧godziny i odpal astrolota. Jeszcze tylko przejazd przez miasto i rozgrzane do czerwono軼i w璠ziska och這dzi rzeczny powiew.

Punkt siedemnasta zrywam si jak uczniak i p璠z do auta. Wej軼ie do nagrzanego piekarnika to ma貫 miki w por闚naniu do wyczynu, jakiego dokonuj po otwarciu drzwi samochodu. Koszula z miejsca przykleja si do plec闚 i oparcia, ale nic to. P璠z na ile si da w gromadzie aut, aby jak najszybciej dobrn望 nad rzek. Ulice jakby oszala造 od t這ku, bo miasto wypluwa z siebie szcz窷liwc闚, kt鏎zy sko鎍zyli prac. Wreszcie widz przed sob znajome drzewo a zaraz za nim niepozorny zjazd do wody. Jeszcze dwie軼ie metr闚 przez chaszcze i jest woda. Ma豉 dzi i mizerna z wystaj帷ymi 瞠brami 豉ch i g堯wek, ale p造nie. Rozk豉dam prowizoryczny obozik pod star wierzb. To moje ulubione miejsce, bo par metr闚 dalej nurt wy興obi sporaw rynn. Nareszcie ? wzdycham zarzucaj帷 w璠ki ? nareszcie.

Kije stercz ju od godziny (tak przynajmniej twierdzi czasomierz) a ja nie mog si nadziwi szybko軼i up造waj帷ego czasu. Nawet piwa jeszcze nie dopi貫m. Malutka p這teczka to jak do tej pory jedyna ofiara mojego hobby. Zmieniam przyn皻 i zarzucam ponownie. Powietrze jeszcze drga od upa逝, ale pojawiaj si zapowiedzi nadchodz帷ego zmierzchu. Powoli pojawiaj si oczka drobnicy i nawet trafi si pojedynczy komar. Zerkam na pikera i widz jak gwa速ownie prostuje si szczyt闚ka. Lekkie ci璚ie i siedzi. Kr鏒ki hol i w siatce l康uje 郵iczny podleszczak. Zacz窸o si ? my郵. Kiedy zarzucam ponownie drugi kij drga spazmatycznie, ale zaci璚ie trafia w pustk. Spoko ? my郵 sobie ? podesz造. Jakby na potwierdzenie piker zn闚 daje zna o sobie. Nast瘼ny leszcz l康uje w siatce a ja powoli popadam w rodzaj transu. Zarzucenie, zaci璚ie, hol, siatka. Wszystkie brania s na pikerka a ci篹ka grunt闚ka stoi jak zakl皻a. Nie zwijam jej. Po co?. Mo瞠 w nurcie co podejdzie?. Robi si coraz ciemniej i zaczynam si zastanawia, na co mi tyle ryb. Podchodz do siatki i wypuszczam ryby. Odprowadzam je wzrokiem, kiedy s造sz dzwonek grunt闚ki. Kij k豉dzie si prawie na ziemi, kiedy do dobiegam. Nawet nie trzeba ci望. Co wi瘯szego walczy o 篡cie na drugim ko鎍u w璠ki. Zaczynam zabaw w przeci庵anego. Zabaw?. Bzdura. Ryba robi, co chce a ja mog tylko zwija od czasu do czasu troch 篡趾i. Ko這wrotek zaczyna popiskiwa przypominaj帷 mi o potrzebie smarowania. Wreszcie rybsko s豉bnie i udaje mi si odzyska troch 篡趾i. Dokr璚am mocniej hamulec i wtedy okazuje si, 瞠 stary rzeczny wyjadacz nabra mnie jak dzieciaka. Kr鏒ki ostry trzask ko鎍zy spraw i ryba odzyskuje wolno嗆.

Siadam na brzegu i pal帷 papierosa zerkam na zegarek. Bo瞠 jak ten czas leci. Trzeba wraca. Jednak zegarek to wymys szatana.

S豉wek Rybicki Sobota 14 Maj 2005  




© 2005 C 2005 - 2006 υwiska.pl Wszelkie prawa zastrze穎ne. Stan licznika odwiedzin 15416429